Nieoficjalna strona Filipa Bobka


Id� do tre�ci

Ciekawe wypowiedzi

Wywiad z Onet.pl z 18.12.2009r

Którego Marka łatwiej było Panu zagrać: niepoprawnego playboya (z początku serialu) czy walczącego o ukochaną romantyka (w ostatnich odcinkach)?

Było bardzo różnie, bo � jak to przy serialu � kręcili�my w ciągu jednego dnia zdjęciowego sceny z odległych odcinków. Zamieszanie bywało tak duże, że nieraz trudno było się połapać, która scena była wła�ciwie wcze�niej, a która pó�niej. W takich warunkach postać buduje się powoli, przez kilka pierwszych tygodni. Dopiero pó�niej dobudowuje się pewne typowe dla niej zachowania, czy cechy charakteru. Gdy oglądam odcinki, które są teraz nadawane, widzę w nich większą swobodę i lepszą zabawę. Kto� inny pewnie tego nie zauważy, ale ja widzę, że we wcze�niejszych odcinkach dużo czę�ciej musieli�my opierać się na technice. Tak długa wspólna praca sprawiła, że z pewno�cią wszyscy przeszli�my pewien etap. Wystarczy porównać chociażby 3. i 220. odcinek, żeby przekonać się, jak gramy i jak się zmienili�my.

Do którego z "wcieleń" Marka jest Panu bliżej jako osobie?

Nie wiem. Z jednej strony aktor zawsze przemyca w postaci wiele z siebie samego, z drugiej - na koniec miałem wrażenie, że nie było mi blisko do żadnego z "wcieleń" tej postaci. My�lę, że przede wszystkim ze względu na to, iż ja na pewno byłbym zdecydowanie bardziej� zdecydowany niż Marek. W wielu sytuacjach załatwiłbym sprawę po prostu tu i teraz. A wła�nie tego Markowi brakuje, co jest dla mnie czasem zupełnie niepojęte. Ale taki już jest.
A gdyby miał Pan wskazać najbardziej jaskrawe różnice?

Trudno obiektywnie odpowiedzieć na takie pytanie. Nie wiem, czy którykolwiek aktor odpowie kiedykolwiek, że jest wła�nie taki, jak postać; nieprawdą byłoby też twierdzić, że nie ma się z graną przez siebie postacią nic wspólnego. Jak już powiedziałem, aktor zawsze daje bohaterowi co� z siebie: pomijając wygląd są to emocje, temperament, energia� To są rzeczy, które są indywidualne i bardzo trudno ich nie przekazać granej postaci. Drugą sprawą jest jednak to, w co scenarzy�ci postanowili "wyposażyć" bohatera. Je�li chodzi o Marka, to z pewno�cią różni mnie od niego: zaradno�ć (on nie potrafi rozwiązać wielu bardzo prostych spraw � szczerze powiedziawszy nie wiem, jak można być prezesem firmy i opierać się tylko na pomocy swojej sekretarki) i uczciwo�ć (nie sądzę, żebym potrafił bez skrupułów oszukiwać najbliższe osoby). No i zdecydowanie czę�ciej zmieniałbym garnitury � gdybym je nosił na co dzień [�miech].

Jak się Panu grało z Julią Kamińską, która nie jest zawodową aktorką?

Z przyjemno�cią muszę przyznać, że nie było żadnych trudnych czy nieprzyjemnych momentów. Bardzo się lubimy i dobrze się nam pracuje. Julia zachowuje się profesjonalnie i akurat w tym wypadku fakt, że nie skończyła szkoły, naprawdę nie sprawia problemu. Bo ona zawsze przychodzi naprawdę bardzo, bardzo, bardzo dobrze przygotowana. A poza tym towarzyszy nam przecież reżyser, który nas prowadzi. Gdy wyskakiwali�my poza pewne ramy, on nas powstrzymywał. I już!
Nie było momentów negatywnych, a �mieszne?

�miesznych momentów była cała masa, bo lubili�my się czasem gotować, to znaczy robić sobie przed kamerą takie żarty, aby roz�mieszyć kolegów w trakcie grania sceny. To oczywi�cie nie jest bardzo profesjonalne, ale czasem wprost nie dało się nie wygłupiać. Czasem pracy było tak dużo, że wręcz wskazane było, żeby�my rozładowali emocje. To były same bardzo przyjemnie momenty. Pracę na planie serialu wspominam naprawdę miło.

A inni aktorzy? Czy antypatie między serialowym postaciami przenosiły się na stosunki na planie?

Absolutnie nie. Podam pani taki przykład, gdy przyjechali�my z Julią do Krakowa na nagranie programu "Milionerzy", pierwszy telefon wykonali�my do Mariusza Zaniewskiego [serialowego Aleksa, wroga Marka i Uli � przyp. ESz]. Bardzo lubię się też z Mają Hirsch [Pauliną, serialową eksnarzeczoną]. Jest zupełnie odwrotnie niż w serialu, grając sceny kłótni czy bicia po twarzy, tak naprawdę nie mieli�my w stosunku do siebie żadnych negatywnych emocji.

Pana postaci przywiązują dużą wagę do mody. Czy i dla Pana wygląd ma kluczowe znaczenie?

Marek jest szefem domu mody, ale czy dba o swój wygląd? Tu bym się zastanowił. Oglądając zaledwie kilka odcinków, można się łatwo zorientować, że Marek jest wła�cicielem najwyżej trzech, maksymalnie czterech garniturów. Czy można nazwać modnym kogo�, kto ma tylko cztery zestawy? Nie oszukujmy się� A czy ja dbam? Lubię dobrze wyglądać, ale nie zastanawiam się długo, co mam kupić i co na siebie włożyć. Nie żebym przepadał za garniturami, ale w takie dni jak dzisiaj, moim zdaniem, powinno się wyglądać elegancko.

Nie lubi Pan garniturów? Marek nosi je bez przerwy�

Nie znoszę garniturów, ale lubię, gdy góra jest dobrze dopasowana, marynarka, biała koszula z krawatem. To jest bardzo ładny, klasyczny zestaw. A do tego mogą być np. dżinsy, co już zmienia charakter, ale jest eleganckie. Wydaje mi się, że aby takie rzeczy dobrać, trzeba po pierwsze chcieć. Nie spędza mi to snu z powiek, jak wyglądam czy powinienem wyglądać. W ubraniu przede wszystkim mam się czuć dobrze, a po drugie wygodnie. To jest dla mnie zasada numer jeden.

A czy wygląd zewnętrzny innych ma znaczenie? Czy umówiłby się Pan z "brzydulą"?

Już wiele razy odpowiadałem na to pytanie [�miech]. Chociaż domy�lam się, że wiele osób będzie odpowiadało, że tak, to sprawa nie jest taka prosta. Nasz wygląd nie jest niezależny od naszego wnętrza, a osoba, która o siebie nie dba, w ten sposób wystawia sobie przecież jaki� rodzaj �wiadectwa. Naszym naturalnym odruchem jest my�l: "jak ta druga osoba wygląda?" "w co jest ubrana?" itp. To jest taki błysk. Nie jest on decydujący, ale taka my�l się pojawia. My�lę, że akurat pod tym względem specjalnie nie różnię się od ogółu.

Aparycja to dla aktora pomoc czy przekleństwo? W końcu nie każdy może zagrać amanta�

Uwielbiam! To moje ukochane pytanie! Które mnie krępuje najbardziej ze wszystkich� Półtora roku spędziłem w Poznaniu na etacie [w teatrze] i ani razu nie zagrałem amanta, tylko całą masę innych ról. To był naprawdę ciekawy etap mojego rozwoju zawodowego. Dlatego nie my�lę w takich kategoriach: "jestem amantem, muszę to wykorzystać". Staram się temu nie po�więcać, tylko dobrze wykonywać swoją pracę. A im bardziej jest urozmaicona, tym lepiej.


Czy nie boi się Pan jednak, że mimo wszystko jest (i będzie) postrzegany jako typowy amant?

Po Marku Dobrzańskim, którego gram przez półtora roku? Na pewno będę tak postrzegany przez pewien czas! Pytanie tylko, w jaki sposób się to wszystko rozwinie. Ja nie zawsze mam na to wpływ�

A propos. Gra Pan w filmie fabularnym "Sala samobójców". Czy Pana rola zaskoczy widzów?

Trudno powiedzieć � sęk w tym, że jest to rola epizodyczna, a niełatwo w krótkim czasie pokazać co� wyjątkowego i zupełnie odmiennego. Jak to wypadnie � zobaczymy. Je�li chodzi o tę rolę, to zdecydowałem się na nią, bo bardzo mi zależało na współpracy z Janem Komasą [reżyserem filmu] i Agatą Kuleszą [filmową Beatą]. Wiedziałem, że to będzie fantastyczne do�wiadczenie. Zresztą najciekawsze dwie sceny są dopiero przede mną. Będę je kręcił dopiero pod koniec następnego tygodnia. Powtarzam jednak, że jest to rola bardzo malutka. I na pewno nie będzie diametralnie różna od tego, co do tej pory prezentowałem. Żeby pokazać się z innej strony, musiałbym dostać rolę, która różniłaby się o 180 stopni od moich dotychczasowych występów.

Tego by Pan sobie życzył w najbliższej przyszło�ci?

Przydałoby się to do zmiany kolorytu. A czy ja chcę, czy kto� da mi szansę, to zupełnie inna sprawa.

Na jaką rolę na pewno by się Pan nie zgodził?

Na rozbieraną.

Dlaczego?

Nago�ć w teatrze czy w filmie jest bardzo krępująca dla aktora. Nie wiem, czy byłbym w stanie przekroczyć ten próg nie�miało�ci.
W takim razie, jak radził sobie Pan ze scenami "erotycznymi" w serialu?

To jest co� zupełnie innego. Pierwsza taka scena to rzeczywi�cie był problem, ale pó�niej się człowiek przyzwyczaja, poznaje ekipę. To �mieszne, bo na ekranie ludzie widzą dwie osoby, a przy kręceniu sceny pracuje grupa, która liczy 10 czy 15 osób. Nie ma miejsca na intymno�ć.

Dobrze Panu z popularno�cią? Czy zdarza się, że fanki (fani) mylą postać z aktorem?

To zależy, jaki pułap wiekowy fanki reprezentują [�miech]. A rozpięto�ć jest olbrzymia [�miech]. Od tych, że tak się wyrażę, dopiero co kumatych, które już co� wiedzą, ale nie do końca rozumieją. Dla nich to jest Marek i będzie tylko Marek. Potem pojawia się "pan z telewizji", a dopiero pó�niej mamy Filipa Bobka. Czy radzę sobie z popularno�cią? Radzę [�miech]. Chociaż nie ukrywam, że to zabawna rzecz � trzeba się jej w jakim� sensie nauczyć. Łatwo przyszło pani zadanie pytania, ale odpowied� już łatwa nie jest. Popularno�ć ma swoje plusy i minusy. Jest ich naprawdę cała masa. Podobnie jak przeróżnych spotkań na ulicy: zabawnych czy krępujących� Są i sytuacje, które ułatwiają życie. Lubię na przykład chodzić do pewnego banku, ponieważ wiem, że pracuje tam kobieta, z którą się bardzo dobrze dogaduję.

Czy fani udzielają Panu rad jako Markowi, komentują jego zachowanie?

Nic z takich rzeczy na szczę�cie. Chociaż na wielu listach skierowanych do mnie widnieje adresat: Marek Dobrzański. Oczywi�cie przychodzą na adres Filipa Bobka, ale jestem w nich opisywany jak Marek. Co ja mogę na to poradzić? Liczę się z tym w zupełno�ci.

Czytałam, że w�ród Pana ulubionych zajęć pozafilmowych znajduje się taniec. Może zobaczymy Pana w którym� z odcinków "Tańca z gwiazdami"?

Na to pytanie Pani nie odpowiem. To będzie niespodzianka i zagwozdka [�miech]. A tak poważnie: proszę mi wierzyć, że o swoich zdolno�ciach tanecznych dowiedziałem się prawdopodobnie z tych samych �ródeł, co pani. Nie umiem tańczyć � no, powiedzmy że jestem raczej fanem improwizacji [�miech].

Wywiad z Głosu Koszalińskiego z 22 listopada 2009r.

� Jak się skończy "BrzydUla�?

Filip Bobek: � Marek będzie bardzo cierpiał, bo zostanie odepchnięty przez Ulę (Julia Kamińska), która zrozumie, że straszny z niego drań. Z kolei on w końcu pojmie, że bardzo ją kocha, że to wielka miło�ć. Tylko jak rozwiązać to, co dotychczas między nimi zaszło?

� Byłe� ciekawy, jak będzie wyglądała ostatnia scena?
Filip Bobek: Nawet bardzo! Grałem tę postać ponad rok, więc trudno, żeby było inaczej. Gdy dostałem scenariusz ostatniego odcinka, od razu przeczytałem. Na nic się nie nastawiałem, nie miałem wyobrażeń, po prostu chciałem wiedzieć, jak skończy się historia mojego bohatera.

� Co "BrzydUla� zmieniła w twoim życiu?
Filip Bobek: �
Zebrałem przy tej pracy olbrzymie do�wiadczenie. Stanie przed kamerą nie jest już dla mnie problemem. To cenne. Nauczyłem się też grać pod pręgierzem czasu, którego na planie serialu zawsze brakuje, ale akurat tej umiejętno�ci nie chciałbym wykorzystywać w przyszło�ci. Zawsze chcę robić wszystko najlepiej, jak potrafię, a gdy jest po�piech, bardzo o to trudno.

� A popularno�ć? Gdy spotkali�my się kiedy� na planie, samochód, którym przyjechałe�, obstąpiła poka�na grupa twoich fanów!
Filip Bobek: �
Z jednej strony to przyjemne i �mieszne, z drugiej � przerażające. Dziwne, że ludzie na nas � a bardziej prawdopodobne, że na postaci z serialu! � tak reagują. Tej fali nie można zatrzymać; trzeba do niej odpowiednio podej�ć. Chciałbym przej�ć się ulicą czy zrobić zakupy jak normalny człowiek, tymczasem nie zawsze jest to możliwe.

� Dostajesz dużo listów od fanów?
Filip Bobek: �
Masę. Przychodzą do agencji, która mnie reprezentuje, i do produkcji "BrzydUli�. Niedawno spotkałem się z dwoma dziewczynami, które założyły mój fanklub. Zbierają wszystkie możliwe informacje, zdjęcia, artykuły, wywiady. Podejrzewam, że nasza rozmowa też tam się znajdzie. Wręczyły mi kartki z życzeniami urodzinowymi od klubowiczów.

� Kiedy masz urodziny, bo w Internecie krążą różne daty?
Filip Bobek: �
Do niedawna nigdzie nie było prawidłowej (�miech). Mam urodziny 9 pa�dziernika.

� "BrzydUla� to już dla ciebie przeszło�ć. Co dalej?
Filip Bobek: �
Po zakończeniu zdjęć zrobiłem sobie trochę wolnego, bo bardzo tego potrzebowałem. Nie pojechałem nigdzie na urlop, chodziło o odpoczynek i ładowanie baterii. Nie można oszukać organizmu; praca sze�ć dni w tygodniu po dwana�cie godzin daje się we znaki.
Teraz mam burzę mózgu, bo chcę kupić samochód, ale jeszcze nie wiem jaki! To ma być auto ze sportowym zacięciem. Nie szybkie, tylko dynamiczne.

� A czym je�dzisz teraz?
Filip Bobek: �
Ostatni i jedyny samochód, jaki miałem, oddałem rodzicom. Do�ć nieduży i do�ć wolny. Nie pytaj więcej (�miech). Ojciec mówił mi, dobrze to pamiętam, żebym kupił większą brykę z mocniejszym silnikiem, większą liczbą koni mechanicznych, bo inaczej po dwóch tygodniach będę niezadowolony. Uparłem się, stwierdziłem, że chcę zacząć od słabszego samochodu, żeby stopniowo przechodzić do lepszych. Byłem niezadowolony po tygodniu! Wtedy często pokonywałem trasę Gdańsk-Poznań, Poznań-Gdańsk. Gdy trafiałem na dwa tiry pod rząd jadące przede mną, było ciężko.

� Dostajesz nowe propozycje zawodowe? Dzwonią do ciebie producenci seriali i filmów, reżyserzy teatralni?
Filip Bobek: �
Co� się dzieje, ale dopóki nie dopnę wszystkiego na ostatni guzik, nic nie powiem.

� Przyjmiesz kolejną rolę amanta?

Filip Bobek: �
Wszystko zależy od tego, jaka będzie. Jak duża, co wnosi. Jeden z moich profesorów w Akademii Teatralnej zwykł mawiać, że można zagrać 50 amantów, ale każdy będzie inny. Tego się trzymam. Zagrałem taką rolę w "BrzydUli�, ale w teatrze nigdy takiej okazji nie miałem. To też o czym� �wiadczy.

� Masz bardzo racjonalne podej�cie do aktorstwa. Zawsze tak było?
Filip Bobek: �
Jako student miałem poczucie, że granie w reklamach to co� strasznego i byłem przekonany, że nigdy tego nie zrobię. Seriale? Też raczej nie. Tylko teatr i film. Potem człowiek kończy szkołę, wychodzi z inkubatora, i nagle okazuje się, że nie ma pracy i pieniędzy, a szlachetnymi założeniami nikt się jeszcze nie najadł. Chcąc nie chcąc, wystąpiłem w dwóch reklamach. Następnie bujałem się od serialu do serialu, grając epizody. Zrozumiałem, że to, czy jestem bardzo dobrym, czy bardzo złym aktorem, praktycznie nie ma żadnego znaczenia.

Wywiad z WP.pl

Na forach internetowych uważany jeste� za jednego z najbardziej seksownych aktorów młodego pokolenia...

(�miech) Rzeczywi�cie sporo osób mi o tym donosi. No cóż, nie przypuszczałem, że kto� mógłby mnie za takiego uznać, ale to bardzo miłe. Muszę w takim razie uważać, żeby nie popa�ć w samouwielbienie (�miech). Minęło już prawie pół roku odkąd emitowana jest "Brzydula" i powoli zaczynam do�wiadczać sympatii moich fanek, bo coraz czę�ciej jestem zaczepiany w różnych sytuacjach. To jest oczywi�cie bardzo sympatyczne, ale przyznam, że jeszcze sympatyczniej jest być na ulicy, czy w sklepie nierozpoznawalnym.
Zdarzyło Ci się, żeby na ulicy kto� poprosił Cię o autograf?

Nie, ale zdarza mi się, że ludzie proszą mnie o to listownie albo przez e-mail. Może dlatego, że prywatnie wyglądam trochę inaczej niż mój serialowy bohater Marek Dobrzański. Noszę okulary, mam nieco inną fryzurę. Marek kojarzy się widzom z garniturem, eleganckim strojem, więc gdybym i ja na ulicy pojawił się w takim wła�nie ubraniu, to pewnie zostałbym rozpoznany. Póki co pod tym względem mam jeszcze pewną swobodę i cieszę się, że mogę z niej korzystać.

Jak wspomniałe�, od prawie pół roku grasz w "BrzydUli". Zdążyłe� się już zaprzyja�nić ze swoim bohaterem Markiem Dobrzańskim?

Można powiedzieć, że nie dało się do tej postaci nie przywiązać. Dzięki Bogu postać Marka coraz czę�ciej pozytywnie mnie zaskakuje, chociaż prywatnie postępowałbym zupełnie inaczej.

Masz na my�li relacje damsko - męskie, w jakie uwikłany jest Marek?

Nie tylko, również relacje z innymi mężczyznami z firmy, na przykład z jego największym przeciwnikiem Alexem, serialowym czarnym charakterem. Marek w każdej sytuacji trzyma fason, a normalny facet już dawno sprałby takiego go�cia.

A jak się czujesz w roli faceta na stanowisku, prezesa firmy?

�wietnie! Bawi mnie czasem ta sytuacja i zastanawiam się, jak się zachowam, je�li kiedy� wejdę do�

�biura prawdziwego prezesa. Czy przypadkiem z rozpędu nie usiądę w jego fotelu, albo nie wybuchnę �miechem.


Władza pociąga?

Nie. Wydaje mi się, że władzę można mieć na każdym stanowisku. Trzeba tylko odpowiednio pokierować sytuacją - jeżeli kto� tego oczywi�cie potrzebuje.

Nie żałujesz, że nie zostałe� takim wła�nie biznesmenem?


Nigdy nie żałowałem. A to dlatego, że nie wiem, czy zniósłbym pracę biurową, w której wszystko jest przewidywalne i dzień w dzień siedzi się po osiem godzin przed komputerem. Na planie zdjęciowym często pracujemy po dwana�cie godzin, więc po tygodniu sparingu z "BrzydUlą" czasem ma się nawet ochotę usią�ć przed komputerem. Ale tak na stałe raczej nie chciałbym.



Serial rzeczywi�cie nagrywany jest bardzo intensywnie. Znajdujesz czas na swoje pasje?

Zupełnie nie. Musiałem odstawić wszystko na bok, ale mam nadzieję, że nie na zbyt długo. Przede wszystkim fotografia, którą się pasjonuję, poszła teraz w kąt. Aparat leży na półce i obrasta kurzem. Ostatnio, kiedy miałem chwilkę i dorwałem się do niego, nie mogłem wypu�cić go z rąk.


Na co najczę�ciej kierujesz swój obiektyw?

Na różne rzeczy, od zawsze jednak najciekawszą formą fotografii były dla mnie portrety. A poza samym robieniem zdjęć, bardzo też lubię obrabiać je komputerowo. Ostatnio nawet zainwestowałem w programy do profesjonalnej obróbki zdjęć. Jak tylko znajdę wolną chwilę, zajmę się rozpracowywaniem jego możliwo�ci.


Teraz czę�ciej zdarza Ci się być fotografowanym niż fotografować. Jak się czujesz po drugiej stronie obiektywu?

Jestem aktorem - jako� daję radę (�miech). Zdecydowanie to ja wolę trzymać aparat w ręku. Ale w końcu nie jestem aż tak często fotografowany, za to kilkana�cie godzin dziennie stoję przed kamerą. I przyznam, że zawsze mi się wydawało, że po moich do�wiadczeniach z aparatem "czuję" tę kamerę. Kiedy jednak po kilku odcinkach zobaczyłem siebie na ekranie, przekonałem się, że efekt różni się od moich wyobrażeń. Praca z aparatem to nie to samo, co z kamerą.


Jeste� krytyczny wobec siebie?

Strasznie. Wiele osób mi mówi, że powinienem trochę odpu�cić, bo krytykuję w sobie wszystko, od ruchu, gestu, który jest�
�zbędny, po jakie� ogólne sprawy. Jestem też krytyczny co do podej�cia do zawodu aktora. Aby go wykonywać, trzeba mieć pasję, pracować nad nią, mieć do tego nieustający zapał. Nie może się "nie chcieć". Staram się nie dopuszczać sytuacji, w których gra się od niechcenia, bez pasji - chociaż to nie zawsze jest łatwe.


Głównym tematem serialu "BrzydUla" jest moda. Czy w Twoim życiu zajmuje ona ważne miejsce?

Pewnie mniej więcej takie, jak w przypadku większo�ci osób. Raczej nie bywam na pokazach mody, ale jak wpadnie mi w ręce jaki� magazyn o modzie z chęcią go przejrzę. I nie powiem - znajduję tam rzeczy, które mi się podobają. Generalnie jednak staram się wyglądać przede wszystkim schludnie. Cenię też komfort - bardziej niż to, czy mój strój podoba się komu� czy nie. Ważne jest, by w kieszeniach mie�ciło się wszystko, co potrzebne. Oczywi�cie są sytuacje, kiedy trzeba elegancko wyglądać, wtedy biegnę do sklepu i szukam jakiego� interesującego zestawu ubrań.

Podoba Ci się styl Twojego bohatera?



�rednio. Jak na takiego człowieka - prezesa domu mody, uważam, że nie jest zbyt oryginalny. Ciągle chodzi w garniturach, koszulach i krawatach. Ja ubrałbym go bardziej odważnie.

A prywatnie często przywdziewasz garnitur?

Wła�ciwie to w ogóle. Najczę�ciej zakładam spodnie od garnituru i górę bardziej na luzie albo marynarkę i dżinsy. Garnitur zakładam tylko wtedy, kiedy muszę, na przykład na �lub. Kiedy pierwszy raz usłyszałem od kostiumologów z "BrzydUli", że zdecydowana czę�ć garderoby mojego bohatera to garnitury, naprawdę się przeraziłem. Na szczę�cie Marek nosi fajnie dopasowane garnitury, które już bardziej mogę znie�ć.

Jakie są Twoje plany zawodowe?

Na razie, dopóki nie mam tego na papierze, nie chcę nic zdradzać, żeby nie zapeszyć.

Jeste� przesądny?

Bardzo. Choć staram się już nie deptać scenariusza. Odkąd zdarzyło mi się przydeptać kanapkę, kiedy mi upadła, postanowiłem zrezygnować z przestrzegania tego przesądu (�miech).

Wywiad z We Dwoje.pl

Wrócił pan z krótkich wakacji?
Tak, to był bardzo krótki, zaledwie 5-dniowy wypad do przyjaciół, planowany już od stycznia, ale zrealizowany dopiero teraz.

Gdzie pan był?
Oczywi�cie byłem w Szwecji.

Dlaczego oczywi�cie?
Ponieważ Szwecja to jedno z moich ulubionych miejsc. Mam tam znajomych, których znam od dziecka i kiedy tylko mogę - zdobywam północ. Bardzo mi się tam podoba i za każdym razem odkrywam co� nowego.

To może wła�nie tam w przyszło�ci pan zamieszka?
Raczej nie. Szwedzi �wietnie znają język angielski, dzięki czemu nie ma problemu z porozumiewaniem się z nimi, gdybym jednak chciał nauczyć się szwedzkiego, pewnie zajęłoby mi to strasznie dużo czasu. To bardzo trudny język.

Zaplanował pan już dłuższe wakacje?
Tak, ale nie chcę za dużo o tym mówić, żeby nie zapeszyć. Je�li się uda, to będzie to dwutygodniowa samochodowa wyprawa z przyjaciółmi. Wsiadamy i jedziemy przed siebie. Spontaniczny wyjazd do Włoch, ale nie interesują nas kurorty, tylko miejsca jeszcze nie odkryte. Chcemy spróbować poznać ten kraj �od kuchni�.

Niedawno zakończyły się zdjęcia do serialu �Brzydula�. Zatęsknił pan już za pracą?
Oj, nie. Na razie odpoczywam. Mam za sobą prawie rok pracy ciężkiej i bardzo intensywnej. Długo czekałem na ten wolny czas.

Serial to ciężka praca, ale ma też swoje dobre, przyjemne strony. chociażby popularno�ć i nowe propozycje.
Dopóki jestem w �Brzyduli�, nie mam możliwo�ci, by zagrać gdzie� choćby go�cinnie. Jestem codziennie na planie i nie jest to możliwe. Ale wyznaję zasadę małych kroków.

A co z życiem prywatnym?
Nie ma życia prywatnego. Nawet je�li weekend jest wolny, to zaszywam się w domu i odpoczywam.

Mówiąc �dom�, my�li pan o Gdańsku czy Warszawie?
Jedno i drugie. Pewnie nigdy nie odetnę się od Gdańska, choć rodzice narzekają, że widują się ze mną coraz rzadziej. A Warszawa to miejsce, gdzie studiowałem i już się zadomowiłem. To tutaj pracuję i mieszkam.

Przyszło�ć wiąże pan ze stolicą?
Prawdopodobnie tak.

A co wobec tego poza pracą?
Od zawsze fotografia. Przy tym zajęciu totalnie się relaksuję i zapominam o wszystkim.

Co najchętniej pan fotografuje?
Dotychczas uwielbiałem robić portrety, ale ostatnio spróbowałem również fotografować krajobraz. Zawsze od tego uciekałem, ale przekonałem się, że niepotrzebnie, bo i to zaczyna mi całkiem nie�le wychodzić. Muszę jeszcze jednak nad tym popracować.

Jest pan wobec siebie i tego, co robi bardzo krytyczny...
To prawda, nieustannie co� bym poprawiał, ulepszał. Szkoda, że najczę�ciej takie autorefleksje pojawiają się po fakcie.

Jest pan przesądny?
Czasem tak, ale staram się nie być. Na przykład, nie przydeptuję scenariusza. Wychodzę z założenia, że je�li co� zostało przećwiczone, zrobione i opracowane, to musi się udać.

Czy podobnie, jak serialowy bohater ma pan smykałkę do interesów?
Oj nie! Ledwo sobie radzę z przesyłaniem pieniędzy z konta na konto przez internet, dlatego wolę nie próbować posuwać się do bardziej skomplikowanych działań.

Mógłby się pan zakochać w Kopciuszku?
To zależy od Kopciuszka. Je�li byłby zabawny, miał czar w oczach i poczucie humoru, to nie mówię nie.

Dostrzega pan te wzdychające fanki?
Różnie z tym bywa. Na początku tej popularno�ci nie było. Aż pewnego dnia okazało się, że staję się rozpoznawalny, kojarzony i słyszę dookoła szepty �Marek, Marek�... To się stało z dnia na dzień i bywa uciążliwe. Ale wszystko jest kwestią podej�cia.

Jakie pan ma podej�cie?
Spokojne, delikatne i zawsze z u�miechem.

Dostaje pan listy, propozycje?
Tak, docierają do mnie różne rzeczy. Ostatnio dostałem przedziwną przesyłkę. W starannie zapakowanym pudełeczku była Biblia. Nie wiem, co o tym my�leć? Może to jakie� upomnienie dla Marka, postaci, którą gram? Ale zabrałem ją do domu i postawiłem na półce.


Ciekawe cytaty
Za każdym razem, kiedy czytam o sobie, że jestem amantem, mam ochotę parsknąć �miechem. Z drugiej strony, nie mogę mieć o to pretensji, bo przyjmując rolę w �BrzydUli�, wiedziałem, w co się pakuję. Miałem �wiadomo�ć, że ludzie będą mnie identyfikować z postacią Marka i przypną mi łatkę playboya. Serial jednak lada moment się kończy, a przede mną, mam nadzieję, inne role � mówi aktor w rozmowie z �Party�.





Powrót do tre�ci | Wróć do menu głównego